gyrapha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2002

…i nie wróci więcej…Tak wakacje się skończyły i bolało bardzo długo moje serce…Tym optymistycznym akcentem jak każdy kończy się sierpień…Łuhu…Ja nie chcę do szkoły…Ratunku :(

Trochę powklejałam, ale jak powieść to na całego ;) . Narazie może z tym wklejaniem skończe na jkiś tam czas, ale jutro pewnie znowu zacznę…No może po jutrze :)))))))). Hoelli, nie bedziesz na mnie zła, że nie kończę opowiadań :DDDDDDDDD. I tak mi się to opowiadanie nie podoba bo chyba jest nudne , ale się rozkręci bo ja mam co będzie dalej :)))
Pozdrawiam Hoelli, Vellę, Vene, Monkey`a, Robcia, D-F`a, Merrry, Milkunię , Flavię i wszystkich!!! Sorki jeśli kogoś ominęłam :)
Dobranoc…

Jean i Michael byli teraz na szczycie jednej ze stromych skał. Dziewcyzna czuła się przy nim bezpieczna, ale lęk był silniejszy. Za pierwszym razem kiedy spojrzała w dół zakręciło jej się w głowie i przystanęła. Michael kazał jej isc dalej bo burza nieuchronnie zbliżała się, a porywisty wiatr utrudniał marsz.
- Boję się … – szepnęła Jean cichutko. Jakby do siebie.
- Ale teraz już musimy iść… – Michael szarpnął jej delikatną dłoń. – Chodź!!!
Dziewczyna za wszelką cenę chciała pokonać strach, ale to była jej największa fobia. Lęk wysokości. Coś nie do przełamania. Jean stawiała chwiejne kroki. Grzmiało coraz bliżej. Jeszcze kilka metrów. Prosta błyskawica rozświetliła niebo. Jean zachwiała się.
- Ja nie mogę… – szepnęła jakby ze wstydem
- Zwariowałaś??? Na co mamy czekać??? Oszalałaś??? – Michael krzyczał na nią jakgdyby zapomniał, że dziewczyna pokonuje lęk tylko po to aby być blisko niego.
Stała się rzecz straszna. Z granatowej chmury zaczął padać mocny deszcz. Wielkie krople spadały z brzękiem . Skały stały się ślizgie i tylko jeden nieostrożny ruch wystarczył na to aby czarna odchłań połknęła czyjeś życie.
- Boże…Co oni tam jeszcze robią?!?? – Maria wstała blada, a palce wbiła w kieszeń plecaka. Raul kiwnął głową.
- Musimy tam pójść…. – powiedziała nie pewnie Maria
- Teraz nie wejdziemy…Wszystko jest śliskie… Nie ma szans… – powiedział Raul
- Szanse są zawsze… A jeśli oni potrzebuja jakiejkolwiek pomocy… – Maria zdecydowanie wyszła ze skalnego załamania. Przestała się czuć bezpiecznie. Maleńkie kamyki spadały do jej nóg, a ostre krople ograniczały widoczność.
- To jest głupie co robisz!!! – Raul nalegał
- Nie… – powiedział Alex – Ona ma racje bo to dla przyjaźni…
Maria w tym momencie zrozumiała, że Jean jest niespełnioną miłością Alexa. Zrobiło jej się go żal. Deszcz padał coraz mocniej hałasując w wąwozie. ..

- Michael!!!!!!!! – Jean położyła plecak i rzuciła się w objęcia chłopaka.
Domek był otwarty.Tutaj Maria, Raul, Alex, Jean i Michael spędzili noc. Rano wyruszyli dalej. Michael był kolejnym członkiem wyprawy. Zresztą Jean i tak nie ruszyła by się nigdzie bez niego. Teraz już nie… Chciała być przy nim już na zawsze od teraz. Znów było strasznie gorąco tylko o wiele duszniej. Wiatru nie było w ogóle, a powietrze wydawało się być gęste . Jean i Michael trzymali się za ręce ,a ona nie spuszczała z niego prawie w ogóle wzroku hacząc się o wystające kamienie. Maria zmieniła kierunek marszu. Skręcili. Ta droga wydawała się krótsza. Trzeba było jednak iść cały czas pod górę aby wyjść z wąwozu, w którym się znaleźli odbijając po Michaela. Jean najwyraźniej nabrała nowych sił i przy chłopaku, który obecnie był największą częścią jej życia, szła śmiało i pewnie.
- Zobaczcie jak Jean kitnie przy nim… – Maria szepnęła do ucha Raulowi kiedy tylko znalazła się tylko blisko niego.
- Cała ona… – Raul szybko uciął i zbliżył się do Marii. – To chmura? – Wskazał na czarną plamę na horyzoncie.
- Ogromna… To będzie nawałnica… Nie mamy co zwlekać…Musimy zejść na dół… – Maria zatrzymała grupę.
- Nic z tego nie będzie! Panikujesz za każdym razem…Wiem lepiej… Kiedy byłem z ojcem jakieś 7 lat temu w górach skalistych widziałem takie…
- Cicho… – Alex wyprostował się – To się zbliża i słychać wiatr…
- To takie małe tornado przechodzące przez te góry raz na jakiś miesiąc pustoszące kryjówki małych i większych zwierząt niosące zniszczenia w odległości kilkunastu kilometrów… – Maria spoglądała teraz na twarze przyjaciół.
- Dobrze…Zawsze byliście grupką ‘uległej’ młodzieży. Grzecznej i potulnej z małego miasteczka – zadrwił Michael – Ja nie przerażam się byle chmury nadciągającej powoli. To normalne zjawisko… Ja przejdę górą…Nie chowam się tak ja wy…Tak jak ty… – W tym momencie wyzywająco spojrzał na Marię
- Jeśli chodzi o mnie nigdy nie należałam do jak to nazywasz ‘uległej’ młodzieży. Wiem co i kiedy chcę powiedzieć… Ale jeśli chodzi o takie momenty nie rozumiem po co narażać życie jeśli kilka metrów niżej będziemy zupełnie bezpieczni… – Maria mówiła spokojnie, ale wystarczyłoby kilka minut żeby rozmowa przerodziła się w coś gorszego, a później nawet w kłótnię.
- Michael ma racje! Nie sądze aby to komukolwiek zagrażało… – Jean wtrąciła się do rozmowy.
Te słowa ukłuły Marię ponieważ nie zbyt ostro, ale jej przyjaciółka stanęła w obronie chłopaka zwracając się przeciwko niej.
- Nie mam wpływu na to co zrobicie…Możecie iść górą, ale lepiej by był…o żebyśmy do celu doszli wszyscy…
- Przestańcie…Idziemy…- Alex gwałtownie ruszył w dół. Raul klepnął w ramię Marie, która zeszła z chłopakami.
Jean i Michael poszli wyżej . Michael nie był jednym z nich od chwili kiedy poraz pierwszy spotkali się na wakacjach 4 lata temu. Wtedy właśnie stał się całym światem dla Jean, która pod jego wpływem zmieniła się. Tylko czy na lepsze? Chiała dorównywac chłopakowi we wszystkim. Nie widząc lepszych rozwiązań niż te, które proponował. Przez te p[are lat przyjaciele przywykli do stylu Michaela, ale Maria nadal nie polubiła go. Był inny, ale w negatywnym znaczeniu tego słowa.
- Nie mam zaufania do Michaela. – powiedziała Maria kiedy zeszli na bezpieczną odległość.
- Ja też nie…On jest dziwny…Nie wiem dlaczego Jean… – Alex zawahał się i spojrzał w ziemie
- Jean co?
- Jean jest z nim szczęśliwa? Czy to jest złudzenie?
- Zakochani nie widzą wad… – powiedziała Maria głosem przechodzącym w miękki szept, a w jej oczach stanął znów ten młody Hiszpan.
Słodkie zamyślenie przerwał ostry wiatr, który szalał wysoko nad nimi. Nad wąwozem. Głuchy , dudniący odgłos burzy dał się słyszeć z bardzo bliska. Pierwsze niesione wiatrem, małe kamyczki ze stukotem spadały po gładkich ścianach skał.
- Jak myślisz…Michael i Jean zdążyli? – zapytał nagle Alex nerwowo przeplatając palce.
- Witr nie jest jeszcze tak mocny…Zdążął… – Raul ze spokojem spojrzał na szczyty skał. Maria przytuliła plecak i nie myślała dokładnie o niczym.

Teraz było ich czterech. Tak jak na początku. Nic się nie zmieniło. Choć droga była coraz trudniejsza nie było źle bo byli razem.
- Czemu nic nie mówisz? – Jean trąciła zawsze gadatliwego Raula.
- Nie mam o czym…
Następne kilometry mijały w zupełnym milczeniu. Może teraz zmęczenie zaczęło dawać się we znaki. Alex trzymał się blisko Raula. Było mu raźniej mając koło siebie bratnią duszę. Ścieżka zrobiła się węższa i mniej równa. Nie było się czego trzymać bo gładka ściana i czarna przepaść to dwie rzeczy, które mieli teraz z dwóch stron. Jean strasznie nie lubiła wąwozów. Szła teraz jak najbliżej skał muskając palcami zimną gładkość. Bała się. Czekała tylko aby zeszli w dół i nie powracali tu więcej. Marii w pamięć zapadł Hiszpan , z którym spotkali się na początku wyprawy. Jej myśli krążyły wokół niego przybierając zagmatwaną postać…Wszystko było bez sensu. Maria szła rozmarzona i nie zwracała najmniejszej uwagi na docinki, które najwyraźniej poprawiały nastrój Jean. Droga ku ‘uciesze’ dziewczyny zwężała się okropnie i nie ubłaganie z każdym metrem.Jean wydała z siebie tylko głuchy syk kiedy jej lęk przerodził się w fobie i teraz dosłownie pełzła po skałach prawie w ogóle nie otwierając przymrużonych oczu.
- Raul to tutaj! – Maria ocknęła się z głębokiego zamyślenia i kiwnęła ręką.
- Już tu… – chłopak z niedowierzaniem, lecz posłusznie skręcił stromą ścieżką w dół.
Za nim szedł Alex. Jean zatrzymała się z dzikim okrzykiem i przywarła do skalnego podłoża jak chroniący się kot.
- Wiedziałam… – Maria szepnęła sama do siebie i kucnęła obok przyjaciółki. – Wstawaj tchórzu…Tu jest szeroko na półtora metra…Przecież już bywało gorzej.
- Ja się stąd za nic nie ruszę…Boję się…I nie zmusisz mnie…
- Jean! – Maria dosłownie warknęła i gwałtownie wstała. Skierowała się za Raulem i Alexem.
- Co ty robisz ?!!!???poczekaj !!! To ma być przyjaźń… – na skraju skały dziewczyna dostawała spazmów
- Inaczej nie pójdziesz , znam cię… – Maria uśmiechnęła się i dołączyła do chłopaków.
Biedna Jean nie miała wyjścia. Pokracznie i powoli zaczęła wlec się za grupą.
Pół godziny później zaczynało się ściemniać co w skalistych górach bywało na ogół niebezpieczne.
- Daleko jeszcze? – Maria przystanęła i wyciągnęła z plecaka prawie pustą butelkę.
- Jakieś 6 km… – odpowiedział Alex – Ale mamy jeszcze czas…
- Nie zbyt wiele…
Znów droga mijała w milczeniu. Teraz nie odzywali się znów… Może przez strach bez zbliżającą się nocą. Jean pociągała nosem ściskając w ręce zdjęcie Michaela.
- Pospiesz się marudo! – Maria puściła oczko do przyjaciółki. Rozbrzmiało granie świrszczy. Na różowo – granatowym niebie pojawiły się jasne gwiazdy. Upał mimo pory nie ustępował.

C.d.n…

Opowidanie „Więcej niż wszystko” jest zbyt dla mnie osobiste i drogie , więc nie będę go umieszczać na blogu. Będzie teraz nowe całkiem inne. Zapraszam do czytania i komentowania.

Oczywiście winner! Jakież to zudowne…chlip, chlip…Ale grali z Błyskawicą – Szczurowicą…Cóż się dziwić :))) :P. 2:1…Ładnie :)

Dlaczego lato tak szybko się kończy? Nie wiem…Ale jego obrazy pozostają…
wschod01.gifzachod03.gifzachod14.gifzachod08.gifwoda23.gif

Ale blog chyba po to jest…Cały dzień upał. Jakby się wściekło…Kupiłam sobie bardzo ładną bluzke…To poprawiło mi chumor, ale nie na długo…Jestem jakaś przygnębiona…Tylko czemu? Sama nie wiem, nie obliczalne ze mnie zombie :))). W końcu to koniec wakacji i jak ma się cieszyć? Więc nie dziwić mi się tu, że smętności pisuje, ale to mój żywioł…Oprócz ognia :))) Ale mnie strzela po głowie :))) Hihi :) 3-majcie się i niech moc będzie z Wami :)

..*Piątek*..

1 komentarz

Mój ulubiony dzień tygodnia…Dlaczego? Nie wiem…Może dlatego, że później jest sobota…A później długi tydzień, który kończy się i tak… Coś mi jest? Nie… ^.^


  • RSS