Z góry uprzedzam, że ta notka będzie badziewna i bez większego sensu, ale mimo to chcę ją napisać, bo chcę i już …no. Zwykły wtorek. Szkoła. Te większe sprawdziany chyba juz poleciały. W miarę. A z resztą mam je gdzieś. Wyjdę z tej szkoły i będę mieć dwa miesiące luzu. Potem przyjdę do następnej i znowu będe miała gdzieś, a potem znowu wakacje itd.
Nie mam za bogatego nastroju. Raczej mam nastrój w stylu rozjechanego kotleta. Dzisiaj nie umiem gadać z ludźmi. Poprostu coś mnie wybija z rytmu. albo poprostu dzisiaj nie chce mi się gadać.
Sprawdzian z matmy poszedł mi wręcz tragicznie. Ale te Pc i V chciałam mies wreszcie całkowicie z głowy. Wogóle cały tydzień po tygodniu chce mieć z głowy. Zawsze sa soboty i mniej przyjemne, ale też są, niedziele. Hmmm, masło maślane i wodolejstwo jak zawsze. Trudno. Nie dość, że nie umiem dzisiaj z nikim gadać, to jeszcze nie umiem nic pisać. Coś mi się chyba zblokowało i jestem sztywna.
Nie umiem się dogadac z Mamą. =[ Mam nadzieję, że to minie bo mnie to strasznie męczy. Mame pewnie też. Bo żadna z Nas nie chce ustąpić i potem wychodzi tak jak wychodzi i wszystko od nowa jest źle.
Bezemocjonalny nastrój. Nie mam na nic ochoty, ani na nic pomysłu.
Jeszcze te moje nopwe buciki mnie dzisiaj obtarły =[ A takie fajne były. Obawiam się, że nie będe mogła ich nosić =[ A to niedobrze.
Jutro jedziemy z Paulą do Kępna, po lekcjach. A, może sobie zajrzymy do McDonalda i troche mi się strae czasy przypomną i jakoś lepiej będzię? co nie znaczy, że jest zupełnie źle, ale mogłoby być zdecydowanie lepiej.
Coś mnie dusi. W środku. Mocno. Szkoda, że nie wiem tylko co.