Czuje papierosowy dym. Skąd on się wziął? Zegar cały czas tyka i tyka, a mnie to wcale nie wkurza. Nawet lubię go słuchać. Żeby tylko jeszcze pokazywał dobrą godzinę. Żaden z nich trzech nie pokazuje dobrej – sama zawsze zgaduję, która jest – pomiędzy tymi trzema czasami. Fajna zabawa. Mi właściwie nie potrzebny dokładny czas. Tam gdzie mam być tam zawsze będę, ale i tak kilka minut po czasie. Choćby dla zasady. Dla jakiej nie wiem, ale skoro się tak przyjęło to po co cokolwiek zmieniać? Nie ma sensu. Jeśli cokowiek w ogóle ten sens ma…Hm, to to i tak nie ma większego niż to wsystko co wcale nie ma. Tak więc wychodzi ‚na zero’ we wszystkich przypadkach.
Dlaczego zawsze wszystko musi mieć dno? Niech ktoś to wytłumaczy? Bo nie można powiedzieć, że życie jest piękne? Bo nie można tak pomyśleć? Ale kto ma ochotę tak myśleć? Jakiś śmieszny, nierealny kretyn. Nie ja. Może i jestem kretynką i może kiedyś nierealną, ale teraz napewno realną i nie śmieszną. Chociaż kto to wszystko wie? Jak można żyć ze świadomością, że po każdym wzlocie czeka cię upadek? Jak można? Przecież każdy człowiek kiedy wie, że po cudownym uniesieniu się ponad wszystko boleśni upadnie… nie unosi się. Może nie od razu…Najpierw lata niżej. Potem nisko. A później osiada na szarym wybetonowanym od brzegu po brzeg życiu i już ze strachu nie potrafi się unieść. To jakoś tak, poprostu mi się nasunęło, ale do niczego tego nie odnosze, bo akurat ja wcale nie mam ochoty teraz się wznosić. Dobrze jest jak jest nawet na szarym betonie.
Szkoda tylko, że stało się tak jak się stało. Bo gdybym miała świadomość, że musiało tak być bolałoby mniej, ale nie mam nawet takiej świadomości bo wiem, że nie musiało. Za każdym razem nie musi, a jednak musi. Los jest głupi i złosliwy. I daje jak chce,a nie tak jak było mu przykazane. Daje jednym za dużo, drugim za mało… Ale chyba nie może być tak, że nie daje nic. Jesli nie daje nic, w naszym pojęciu to znaczy, że znowu jest złośliwy i daje to czego byśmy nie chcieli. Nie ma ‚nic’ bo zawsze jest coś. Tylko albo za dużo, albo za mało. Kiedy jest w sam raz?
Nie chce mi się pisać ani o piłce nożnej, ani o bólu głowy, ani o znurzeniu, ani o zamglonych oczach, ani ‚wczoraj’, ani o szkole, może troche chce mi się pisać o ‚dzisiaj’…
Nie ma to jak zakupy. One może są bardziej prozaiczne, ale skoro jestem proza życia to wręcz powinnam o nich pisać.
Zakupy są fajne i tyle. Jak może być inaczej.
Sen na mnie spłynął. Same mi się oczy zamykają. Dosłownie.
Straciłam wenę na tą głupią notkę… Będzie urwana i będzie miała brzydkie zakończenie. Rozczarowanie pod koniec.

A może jednak nie. Może mnie na chwilę opuści ten zmorowaty sen i będę mogła coś ładnego na zakończenie napisać. Tak.

Jeżeli jest źle to jest dobrze bo zawsze mogło być gorzej, a jeśli jest tak źle, że gorzej być nie mogło to też dobrze bo później musi być już tylko lepiej…

Tak mi wczoraj powiedział jeden mądry człowiek, moja Mama… Bo chyba coś o tym wie, prawda?