Irytował mnie jej widok. Stała tam ciągle taka beznadziejna. Chciało mi się płakać kiedy na nią patrzyłam, ale nie było mi jej żał. To ona była żałosna. Albo śmieszna. Taka dziwna. Bardzo dziwna. I brzydka. Nie dziwiłam się kiedy ktoś przechodząc mówił, że jest beznadziejna. Sama miałam ochote jej to powiedzieć. Albo lepiej wykrzyczeć. Po co ona tam w ogóle stoi? Po co ona w ogóle jest? Niecierpie jej! Jaka jest denerwująca. Tylko przeszkadza. Ciągle jej się coś myli. Strasznie irytująca. Ciągle czegoś zapomina. Ile razy można zrobić ten sam błąd. Ona jest beznadziejna! Kiedyś jej to powiem. Albo teraz. Jest głupia. Wydaje jej się, że jest kimś. A może, że jest ważna? Śmieszne. Ale przynajmniej potrafi mnie rozbawić. Nienawidzę jej!
Nie mogłam wytrzymać. Rzuciłam i trach – znikła. Oooo…jak dobrze. Są tylko małe kawałeczki szkła. Rozprysła się tysiącem szybek. Odpoczywam. O ile zycie bez niej będzie prostsze.
Odwróciłam głowę. Nie!!! Dlaczego znowu ją widzę?!