Pewnej pieknej Wigilii Bożego Narodzenia roku 1994 w małym miasteczku Waldorf w Maryland, USA, pewna bardzo religijna rodzina przygotowywała się do Świąt. Mama w pocie czoła pracowała nad świątecznymi potrawami i czoowała nad bezpieczeństwem czwórki swojego potomstwa, które kleciło kiczowate ozdoby choinkowe, ojca jak zwykle nie bylo bo pracował, kiedy nagle okazało się, że ojca nie ma i nie będzie bo zdecydował się odejść w siną dal. Mama bardzo to przeżyła i poczęła płakać w niebogłosy i lamentować. w jej ślady poszła jej najmłodsza córka która mama postanowiła zabrac do ciotki i iśc w pizdu. Najstarszy syn nie wytrzymał nerwowo i także wybył z domu. A same sobie porzucone zostały dwa małe bliźniaki, które podobno wcale nie płakały tylko złozyły sobie zyczenia :sweet: i dały prezenty. Było im ciężko i depressed, ale sobie poradziły i za to je lubie. To znaczy ich, bo to były bliźniaki rodzaju męskiego. Hm, to sa bliźniaki rodzaju męskiego. =P
The End.
Bardzo ładna historia. Bardzo.
A kto nie wie o kim mówie, to chyba jest debilem do kwadratu, albo i do sześcianiu ;)