Nie wiem skąd wzięłam sie pod szpitalem. Stałam tam zupełnie sama, bez ruchu. Było zimno, ale nie czułam go. Tylko wiedziałam, że jest. Że jest strasznie zimno. Wypuściłam z ust powietrze. Nie zobaczyłam chmurki ciepłej pary. Spróbowałam jeszcze raz. Nic. Podniosłam dłoń na wysokość ust. Dmuchnęłam. Nie poczułam zupełnie niczego. Żadnej różnicy. Rozejrzałam sie. Dobrze znane miejsce. Odwrciłam sie tak żeby mieć za sobą szpital, przed sobą swoją szkołe, sklepy, kino. Minął mnie jakiś samochód. Nie mogłam ustalić, która jest godzina, czy to zmierzch czy może świt. Było zbyt szaro. Weszłam do szpitala. Chłód korytarza nie odstraszył mnie tym razem. Nie bałam się tego miejsca. Białych ścian z szerwonym paskiem, zimnej podłogi i poważnych ludzi, z cirpieniem wypisanym na twarzy. Szłam powoli rozglądając się. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Tak jakby mnie nie widzieli. Weszłam na jakąś sale, czułam, że musze tam iść bo coś mnie do niej ciągnie. Yam nie wolno było wchodzić zwykłym ludziom, tylko lekarzom tak. Ponownie nikt mnie nie zauważył. Podeszłam bliżej, do stołu, gdzie właśnie próbowali kgoś ratować. Wychyliłam się i spojrzałam. Tam byłam ja. Ci wszyscy lekarze próbowali ratowac moje życie. Uśmiechnęłam sie i zapytałam w duchu po co? Patrzyłam na to jak sie męczą, jak próbują przywrócić prace serca, bezskutecznie. Zaczęło mnie to bawić. Po co to robią, skoro jestem tutaj, stoje obok, nie widzą mnie, jestem tylko sobą, wolnośćią, powietrzem. Nie mam zmartwień, ani trosk, patrze na swoją śmierć i śmieje sie do niej. To aj usmiecham sie do niej. Skoro tutaj jestem to znak, że umarłam. Że już mnie nie ma w świecie ludzi, w świecie lęków i kompleksów. Teraz jestem wolna. Sama dla siebie. Wreszcie jeden z lekarzy wyprostował sie. Wziął głeboki oddech, zanotował godzine i date zgonu. Nie zgodziłabym sie, zgon musiał nastąić szybciej , w tym momencie kiedy znalazłąm sie pod szpitalem. Wyszłam na dwór. Przebiegłam przez ulice, było mi lekko. Zobaczyłam przed sobą swoją szkołe. To było nawet przyjemne, teraz. Usiadłam na przedostatniej zielonej ławeczce, tak na tej na której siadałam zawsze na dużej przerwie. nikogo nie było. Nie miałam na kogo patrzeć. Zrobiło mi sie smutno. Puste boisko w niesamowitej szarości biło smutkiem. Drzwi były zamknięte. Wszystkie. Zrezygnowałam, postanowiłąm przyjśc w poniedziałek. Zrobiłam sobie spacer po rynku. Zobaczyłam swoje koleżanki z klasy. Szły i smiały się. Preszły tuż obok, ale przecież nie mogły mnie widzieć. Wróciłam do domu. Nikogo nie było. Wszyscy pojechali do szpitala? Możliwe. Zrobiło mi se szkoda, że nie widzą mnie moje psy. W ogóle nie zareagowały. Próbowałam pogłaskać Małego, ale on tego nie czuł. Ale ja czułam jego sierś po palcami, . Mówiłam do nich tak jak zawsze kiedy wracałam, ale one nie reagowały. Było mi przykro, ale nic nie dusiło mnie wśrodku. To był tylko lekki żal. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Wróciłam do domu. Weszłam do swojego pokoju. Zawsze mi sie podobał. Poukładałam rozrzuconegazety. Poprawiłam dywan. Siedziałam bez ruchu, ale nie dłużyło mi sie to. Myślałam o njapiekniejszych momentach swojego życia. Nie żałowałam że nie będzie takich już więcej. Wystarczało mi to co miałam w pamięci. Wybrałam wolność. Mogłam oddychać. Czułam sie troche egoistycznie, ale to nic. Coś przecież trzeba było zrobić. Wyjęłam z szafy swoją nową bluzke. Kupiłam ją wczoraj i nawet nie zdazyłam jej założyć. Rozśmieszało mnie to. Była całkiem ładna. Właczyłam muzyke i zaczęłam słuchać. Przwinęłam ‚Hold On’, ta piosenka straciła dla mnie znaczenie. Przestała mi sie podobać. Zamknęłam oczy, ale nie spałam. Myślałam. Myślałam…