Jestem raczej umarnieta (x_x) dosłownie i w przenośni bo i psychicznie i fizycznie. Bo jestem sick and tired i w ogóle mi strasznie przykro jest z wszystkich możliwych powodów. I może bez powodów też. Taki sentymentalny nastrój mam i wolałabym żeby mnie dzisiaj nikt nie widział i nie słyszał. Taki typowy syndrom losera, nu. To wielkie lol.
Zawsze jak jem zupke boczkową z paczki to mi sie pisać zachciewa =P A ten makaron z zupek sam bez wody i proszku to dobry jest (najlepszy bym rzekła, zawsze musze sobie zjeść, bo nie dam rady =P)
I taka sobie jestem umarnięta ale Offik chyba tyż. Bo obie mamy syndrom kuupy. Normalnie tak. A jak w szkole było i ile szmat dostałam za to, że mnie nie było to nawet słyszeć nie chce. Bo mówie chyba, że jestem sick. Ale może jestem małowiarygodna, nie wiem. Bardziej wiarygodna w każdym razie jestem jak odgrywam scenki rodzajowe (‚Mamo, a gdzie jest Tata?’ ‚Jezu, ja chyba umieram’ ‚Nic nie umiem na kartkówke z łaciny’) no taaa, bo gra to normalnie moja pasja :lol: =P
Aż Offik na mnie patrzył jak na kosmite jak czytałam coś tam z Kordiana :lol:
No neeee, ne na tego kosmite, to jest Ufolec (Offik natychmiast się ucisz, to miało być bez podtekstów =P )
I chciałam zrobić dzisiaj liste najbardziej klimatycznych piosenek jakie istnieją, ale mi nie wyszło i wyszło tylko na to, że w kółko słucham ‚Losera’ na przemian z wszystkim co mam na kompie, ale nadal mi sie płakać chce.
I mam taki głupi nastrój, że jakby mi teraz ktoś pierdzielnął to bym nawet oddać nie umiała. Taki ogrom niczego czuje poporstu. I nic, kompletnie nic mnie nie obchodzi i mam serio wszystko gdzieś. Tak jak żadko.
Ale nie chce nic psuć, nic już ;)
Chce żeby wszystko było ok ;)
Jo.