Więc Gyrapha doszła do odpowiedniego wniosku na temat herself właśnie.
Musi Gyrapha troche sie za siebie wziąć jak (prawie) rok temu no i będzie gooood.
Bo Gyrapha może i tabelkową wage ma dobrą, ale samopoczuciową na pewno nie. Niech tam sobie każdy mówi co chce na ten temat (ugryźta się w pupiel =P ) ale jak mam TERAZ wene, żeby pare kg zrzucić to to zrobie tak jak zeszłego lata. Nie wiem co stoi na przeszkodzie. NIC :) Tym bardziej jestem happy.
I właśnie dokonuje czynu historycznego, albowiem DOPIJAM resztke CocaColi, którą na dłuuugi czas trzeba będzie odłożyć. No i kilka innych przyzwyczajeń też.
(chwila)
No to resztki CocaColi już nie ma :( Spoczywa w moim metamorficznym żołądzie =P
Od jutra sie zaczyna hard work żeby osiągnąć swoje wymarzone 55kg.
To by było chyba na tyle. Ale mi lepiej, ale mi ulżyło jak sobie o swoim planie popisałam ;)
Ale znowu czuje samozaparcie żeby zieleninkę jeść i później lepiej sie czuć.
Bo qrcze, teraz (przez zime i bla bla bla) sobie Gyrapha luzu dała, że hej =P
Nie żeby wyglądała jak wieprzowina (jak nie jak tak? ;) ) ale, no ale… ale zawsze lepiej swoje marzenia realizować, a ja sie właśnie za to wzięłam i nie odpuszzce póki nie zobacze 55!
Koniec, kropka, amen =P
Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaazda od jutra ha.
A najlepszym wspomagaczem na odchudzanie nie wiem czemu jest Nirvana…Chociaż może w sumie wiem :/ ;)
Jo.