gyrapha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

scar tissue

1 komentarz

„…nie znikałem, nie uciekałem, nie czułem euforii, nie blokowałem bólu, nie odcinałem się od rzeczywistości. Brałem coraz więcej, ale dalej tu byłem. Nie mogłem uciec od siebie.”
Anthony Kiedis

No to tak. Jest 6:48. Siedze sobie przed kompem po kąpieli. Pogoda jest prześliczna. Leje i wieje jak to sobie wszyscy wymarzyli ;) LOL Troche buracko, ale da się przeżyć ;) Przynajmniej nie podpuchne od upału LOL ;)
Adrenalina mi skacze. Ehssss.
CHORZÓW – we’re comming!
RHCP rules (jak to za starych czasów)
i wreszcie sie odważyłam żeby przywołać to co dobre. I czy będzie dobrze czy źle i tak będzie ok :)
To ja sie szykuję dalej
JO! :D

A więc – robie. Jeszcze dokładnie nie wiem co (to taki mały problem =P )
Wiem, że dawno mnie nie było, ale albo pisać z weną, albo nie pisać wcale. No nie? (z weną to nie znaczy z sensem, żeby ktoś nie pomyślał…)
To dalej, wene może i mam, ale zdecydowanie wyszłam z wprawy. A w ogóle to za chwile zasnę bo dzisiaj spałam jakieś 2 godziny i zrobił mi się tzw. „gumowy mózg” to znaczy ze mnie się zrobił. O ile w ogóle się tam miało co robić. To znaczy gumieć. Dobra, „never mind, never mind” z całym szacunkiem =P
Za dużo wszystkiego jest żeby niczego nie pominąć w moim stanie i jeszcze może z sensem i po kolei? Ta, ta.
Ale zawsze jest bez sensu i niepokolei to znaczy, że wchodze w klimat.
Dobra, to Gyrapha sie musi przyznać do kilku uzależnień, na początku (to moze różne dziwne zachowania tłumaczyć, a jak)
- Asystent
- czereśnie
- Asystent
- czereśnie
- Asystent
- czereśnie
i żeby jeszcze bardziej urozmaicić:
- Asystent
(„to tylko taki mały żarcik” LOL)
Dalej.
Gyrapha pwróciła do natury (no nie, że dlatego, że sie jakiś tam Alien zrobiła i wpieprza sojowe kotlety, o tym później) tylko dlatego, że Gyrapha dzisiaj pozbyła się swjego pięknego, nienaturalnego odcienia hebanu na swych jakże pięknych włosach. I jest blondyna można rzec w odcieniu złoto-ognistym.
I jest bardzo z tego posunięcia zadowolona.
Dalej.
Gyrapha była dzisiaj w Poznaniu i kupiła sobie EMO wdzianka, znaczy buty np., takie w kratke, którym się oprzeć nie mogła i w akcie desperacji postanowiła numer 41 wypchać wkładką, barchanową skarpetką i watą (genialne), po co będzie tyle w buty gyrapha wpychać? za duże są no, jak to nikt nic nie rozumie. No i Gyrapha kupiła jeszcze EMO koszulke, która jej się baaaardzo podobała (bo Gyrapha robi reklame New Yorkerowi, bo to fajna firma jest, eeee) – czarną w białe seduszka, które z oddalenia 2 metrów wyglądają jak kropki, a z oddalenia 5 metrów ich w ogóle nie widać. No i jeszcze, co jeszcze? Pasek czarny co się Gyraphie podobał też jak nie wiem, taki z różowymi gwiazdkami. Eh, ale sie rockowo zrobiło, bym powiedziała death-metalowo. LOL. Bo Gyrapha jest „znawca komerchy” to jej wolno, a co ;) LOL.
Dalej. Gyrapha Tacie Gyraphy kupiła koszulke, co by jakoś wyglądał jako fan RHCP (ale o RHCP i stylizacji Staszka na rockera to będzie kiedy indziej. Za to szczegółowo :twisted: )
Dalej.
Gyrapha postanowiła zjeść kotleta sojowego, pewnego pięknego dnia, i ten kotlet ją zachwycił. I teraz Gyrapha je kotlety i mielone sojowe, bo to jest dobre i zdrowe (jaki freestyle, jestem pod wrażeniem =P ) i zwierzątek sie nie je. (to nic, że famila patrzy na Gyraphe jak na… Aliena? to chyba dobrze patrzy? „never mind, never mind” =P )
Dalej.
Gyraphie sie udało zrealizować kilka założeń (teraz sobie będzie Gyrapha 45 minut przypominać jakich =P )
- zdać m****e
- schudnąć (a tak btw tego każdy kto mnie widzi mi to mówi chociaż nie wie, że sie Gyrapha odchudzała w ogóle. I gyrapha jest happy i wszyscy są happy ;) Offik: „…Chodź patyku, bo wiesz, jak sie ma anoreksje, to…” padłam z tego prawie, że na beton-bruk. Ale dobrze, że prawie, a nie całkiem ;) (bądź co bądź podbudowało mnie) I sie cieszę, że mi się udało, bo fakt faktem pare kg poszło się… bujać. ha!
- pozbyć się tego czarnego łba wreszcie
A tak btw to pozwolę sobię przedstawić (skrótowo) historię swoich pięknych włosów (i mi wyjdzie, że miałam tyle fryzur co Kiedyś, tylko „grzyba” i wąsów nigdy niet, przysięgam =P )
- najpierw były długie jasny blond (naturalnie)
- potem były jeszcze dłuższe – ciemny blond (naturalnie)
- dalej była freestylowa krzywka na wałek czyli pełen wypas (no cóż, żenującymi momentami swojego życia też musze się pochwalić)
- potem były czerwone, grube jak palec pasemka
- potem był normalnie Willie Wonka, kosmita, tyle, że bez grzywki
- następnie znowu były długie, normalne i naturalne
- ale następnie przyszło Gyraphie do głowy żeby się pofarbować na bordowo – i się pofarbowała – więc były dłuuuugie bordowe, prawie jak Wiśniewski
- potem były ciemnobordowe (nie były złe) z grzywką (fajną, też nie była zła)
- później były odrosty, więc wynika z tego że były następnie jasnobrązowe – wyglądające naturalnie, długie
- potem były jasnobrązowe krótsze
- następnie znowu odrosty i grzywka (nie podobała mi się)
- znowu jakiś brąz i znowu urosły
- a potem był ciemny brąz i którkie
- a potem były długie i ejszcze ciemniejszy brąz
- a potem były długie, ładne i heban! (ładnie, ładnie)
- a potem były już tylko odrosty i heban, heban i odrosty
- a potem były tylko odrosty, ciągle odrosty.
- następnie były pasemka, delikaaaatne
- a teraz są powroty do natury – jest powiedzmy sobie – blondyna.
Ufff. I mi Kiedyś nie podskoczy =P We fryzurach, bo na jabłka to nie ide.
Dalej.
Uf, chyba już dzisiaj nic nie sklecę.
Jedno jeszcze tylko dodam – że mam i kooooocham MOPI i że dobrze żyje się w naiwnym , głupim, dziecinnym świecie, gdzie się wierzy w ideały, a nie w pieniądze. :) Gwarantuję.
i Pozdrawiam.


  • RSS