A więc – robie. Jeszcze dokładnie nie wiem co (to taki mały problem =P )
Wiem, że dawno mnie nie było, ale albo pisać z weną, albo nie pisać wcale. No nie? (z weną to nie znaczy z sensem, żeby ktoś nie pomyślał…)
To dalej, wene może i mam, ale zdecydowanie wyszłam z wprawy. A w ogóle to za chwile zasnę bo dzisiaj spałam jakieś 2 godziny i zrobił mi się tzw. „gumowy mózg” to znaczy ze mnie się zrobił. O ile w ogóle się tam miało co robić. To znaczy gumieć. Dobra, „never mind, never mind” z całym szacunkiem =P
Za dużo wszystkiego jest żeby niczego nie pominąć w moim stanie i jeszcze może z sensem i po kolei? Ta, ta.
Ale zawsze jest bez sensu i niepokolei to znaczy, że wchodze w klimat.
Dobra, to Gyrapha sie musi przyznać do kilku uzależnień, na początku (to moze różne dziwne zachowania tłumaczyć, a jak)
- Asystent
- czereśnie
- Asystent
- czereśnie
- Asystent
- czereśnie
i żeby jeszcze bardziej urozmaicić:
- Asystent
(„to tylko taki mały żarcik” LOL)
Dalej.
Gyrapha pwróciła do natury (no nie, że dlatego, że sie jakiś tam Alien zrobiła i wpieprza sojowe kotlety, o tym później) tylko dlatego, że Gyrapha dzisiaj pozbyła się swjego pięknego, nienaturalnego odcienia hebanu na swych jakże pięknych włosach. I jest blondyna można rzec w odcieniu złoto-ognistym.
I jest bardzo z tego posunięcia zadowolona.
Dalej.
Gyrapha była dzisiaj w Poznaniu i kupiła sobie EMO wdzianka, znaczy buty np., takie w kratke, którym się oprzeć nie mogła i w akcie desperacji postanowiła numer 41 wypchać wkładką, barchanową skarpetką i watą (genialne), po co będzie tyle w buty gyrapha wpychać? za duże są no, jak to nikt nic nie rozumie. No i Gyrapha kupiła jeszcze EMO koszulke, która jej się baaaardzo podobała (bo Gyrapha robi reklame New Yorkerowi, bo to fajna firma jest, eeee) – czarną w białe seduszka, które z oddalenia 2 metrów wyglądają jak kropki, a z oddalenia 5 metrów ich w ogóle nie widać. No i jeszcze, co jeszcze? Pasek czarny co się Gyraphie podobał też jak nie wiem, taki z różowymi gwiazdkami. Eh, ale sie rockowo zrobiło, bym powiedziała death-metalowo. LOL. Bo Gyrapha jest „znawca komerchy” to jej wolno, a co ;) LOL.
Dalej. Gyrapha Tacie Gyraphy kupiła koszulke, co by jakoś wyglądał jako fan RHCP (ale o RHCP i stylizacji Staszka na rockera to będzie kiedy indziej. Za to szczegółowo :twisted: )
Dalej.
Gyrapha postanowiła zjeść kotleta sojowego, pewnego pięknego dnia, i ten kotlet ją zachwycił. I teraz Gyrapha je kotlety i mielone sojowe, bo to jest dobre i zdrowe (jaki freestyle, jestem pod wrażeniem =P ) i zwierzątek sie nie je. (to nic, że famila patrzy na Gyraphe jak na… Aliena? to chyba dobrze patrzy? „never mind, never mind” =P )
Dalej.
Gyraphie sie udało zrealizować kilka założeń (teraz sobie będzie Gyrapha 45 minut przypominać jakich =P )
- zdać m****e
- schudnąć (a tak btw tego każdy kto mnie widzi mi to mówi chociaż nie wie, że sie Gyrapha odchudzała w ogóle. I gyrapha jest happy i wszyscy są happy ;) Offik: „…Chodź patyku, bo wiesz, jak sie ma anoreksje, to…” padłam z tego prawie, że na beton-bruk. Ale dobrze, że prawie, a nie całkiem ;) (bądź co bądź podbudowało mnie) I sie cieszę, że mi się udało, bo fakt faktem pare kg poszło się… bujać. ha!
- pozbyć się tego czarnego łba wreszcie
A tak btw to pozwolę sobię przedstawić (skrótowo) historię swoich pięknych włosów (i mi wyjdzie, że miałam tyle fryzur co Kiedyś, tylko „grzyba” i wąsów nigdy niet, przysięgam =P )
- najpierw były długie jasny blond (naturalnie)
- potem były jeszcze dłuższe – ciemny blond (naturalnie)
- dalej była freestylowa krzywka na wałek czyli pełen wypas (no cóż, żenującymi momentami swojego życia też musze się pochwalić)
- potem były czerwone, grube jak palec pasemka
- potem był normalnie Willie Wonka, kosmita, tyle, że bez grzywki
- następnie znowu były długie, normalne i naturalne
- ale następnie przyszło Gyraphie do głowy żeby się pofarbować na bordowo – i się pofarbowała – więc były dłuuuugie bordowe, prawie jak Wiśniewski
- potem były ciemnobordowe (nie były złe) z grzywką (fajną, też nie była zła)
- później były odrosty, więc wynika z tego że były następnie jasnobrązowe – wyglądające naturalnie, długie
- potem były jasnobrązowe krótsze
- następnie znowu odrosty i grzywka (nie podobała mi się)
- znowu jakiś brąz i znowu urosły
- a potem był ciemny brąz i którkie
- a potem były długie i ejszcze ciemniejszy brąz
- a potem były długie, ładne i heban! (ładnie, ładnie)
- a potem były już tylko odrosty i heban, heban i odrosty
- a potem były tylko odrosty, ciągle odrosty.
- następnie były pasemka, delikaaaatne
- a teraz są powroty do natury – jest powiedzmy sobie – blondyna.
Ufff. I mi Kiedyś nie podskoczy =P We fryzurach, bo na jabłka to nie ide.
Dalej.
Uf, chyba już dzisiaj nic nie sklecę.
Jedno jeszcze tylko dodam – że mam i kooooocham MOPI i że dobrze żyje się w naiwnym , głupim, dziecinnym świecie, gdzie się wierzy w ideały, a nie w pieniądze. :) Gwarantuję.
i Pozdrawiam.