In memory of River Phoenix.

Przyjmijmy sytuacje banalną, tragiczną, wyimaginowaną.
Stańmy na pokładzie tonącego statku.
Statek tonął będzie długo, męcząco,
nikt nie wie kiedy ostatecznie uderzy o dno,
chociaż jest bliżej i bliżej.
Przyjmijmy, że na statku jednym z pasażerów jest młody chłopak.
Zdrowy, utalentowany idealista.
Dlaczego stoi zanurzony po pas we wodzie?
Dlaczego nikt nie rzuci mu koła ratunkowego?
Nieśmiało, sam, wyciąga do niego ręce, ale nie sięga,
ani za pierwszym, ani za drugim razem, więc
Ugina się w kolanach i zanurza do lodowatej wody.
Wynurza sie od niechcenia, ale za każdym razem jest coraz słabszy.
Poziom wody podnosi się.
Chłopak staje na palcach żeby ostatni raz zaczerpnąć powietrza.
Lodowata fala popycha go lekko i jak rozpaczliwy manekin,
znika pod wodą.
Nie widać już żadnego ruchu, tak jakby od razu sie utopił…