Siedze na łóżku i żuje gume arbuzową. Jej twardość wskazuje na to, że guma jest przeterminowana. To nic, bo i tak guma arbuzowa to najlepsza guma. Date przydatnościowo-egzystencjalną gumie podarujmy.
Siedze na łóżku i sie garbie. Będą mnie najprawdopodobniej bolały plecy. Wyszczerzą mi sie łopatki. Zagłada kręgosłupowa.
Siedze na łóżku, na moich kolanach siedzi laptop. Mój komputer najwyraźniej jest tak chorobliwie zazdrosny, że postanowił w akcie desperacji już nigdy nie nawiązać ze mną żadnej komunikacji. To przykre, bo mój związek z komputerem był jednym z najpiękniejszych związków jakie można sobie tylko wyobrazić. Łączyła nas niesamowita więź emocjonalna. Niestety, mój stary partner będzie musiał przejść ostre leczenie. Czuje sie za to po części odpowiedzialna ponieważ widząc początki jego choroby nie powinnam pozwalać sobie na przelotne romanse z laptopami ani ich właścicielami tym bardziej! Cicho! :P
Siedze na łóżku i pierdoły wypisuje o godzinie 2:24. Coś czuje, że nie będzie mi sie chciało jutro wstać.
Siedze na łóżku i stwierdzam iż niepostrzeżenie upodobniłam się do swojego nieocenionego idola Gracjana R. fryzurologicznie. No cóż. Widać Anthony K. moim idolem już nie jest? O Riverze ś.p. P. nie wspominając.
Siedze na łożku i stwierdzam druzgocący fakt iż guma arbuzowa jest superwypasiona, ale mogłaby nie być taka stara i twarda.
Siedze na łóżku i przyznaje, że jedzenie czekoladowego serka plastikową łyżeczką (zieloną!) sprawia mi niemałą radość. Powinni mnie zatrudnić do reklamy Bakusia. Moje niespełnione ambicje supermodelki zrealizowałyby sie raz a dobrze. To był oczywiście dość mało smieszny żart. Że niespełnione. Jakie niespełnione. A kto biega po plastikowej trawie w Galerii Lódzkiej w godzinach ranno-wieczorno-popołudniowych przyodziany w różnego rodzaju kreacje kartonowe, bądź płaszczowe, z kwiatem. Kuba. Też. Ale nie tylko. I cicho.
Siedze na łóżku. Ide spać.
…a na nogach sandały żeby mnie wszystkie moje fany kochały =P
I tak mie kohajom.
Pozdro 600.