Siedze w pokoju i czekam aż zagrzeje się woda na herbate. Myśle, że fajnie byłoby zobaczyć wschód słońca, ale okna mam od zachodu. Nie ma sensu się już kłaść, lepiej przeczekać te kilka godzin i wyjść z domu. W pokoju mam niewyobrażalny bałagan. Sama nie umiem siebie znaleźć. Tramwaje już wstały. Słysze. Już wpół do szóstej. Nieźle. Woda sie zagotowała. Zrobilam dzisiaj dość dużo rzeczy. Jak na mnie – bardzo dużo. Przed chwilą skończyłam collage – kolekcja butów. Podoba mi sie bo w przeciwieństwie do innych moich prac jest staranny i wykończony. Włożyłam w niego troche pracy, ale pewnie rano okaże sie, że jest do dupy. To nic, przynajmniej teraz połudze sie do 9, że jest całkiem ładny. Zalałam sobie herbate. Zastanawiam się czasami jak można mieć 20 lat i nie zrobić w życiu nic. Mam 20 lat i nie mam sie czym pochwalić. Chyba jedynie tym, że umiem wygiąć lewą rękę w drugą stronę. Zabawne? Na wszystko większość jestem za leniwa, na część nie mam predyspozycji, na reszte jestem za głupia. I chociaż moja Mama wierzy, że jestem wybitnie uzdolniona i zupełnie wyjątkowa, fakty są jakie są. Która Mama nie myśli tak o swoim dziecku? Która Mama będzie chciala uwierzyć w to, że Jej córka to kompletny chłam. Myśląc sobie przez te kilka dni na różne tematy doszłam do wniosku, że nie potrafie kompletnie nic. Kompletnie niczego się nigdy nie nauczyłam, w niczym nie doszłam do perfekcji. Ba, nawet do wprawy. Pewnie z winy mojego lenistwa, bądź idiotycznych wahań psychicznych. Pewnie dla większości ludzi jestem wyluzowanym dupkiem bez ambicji. Nie. Jestem zrozpaczonym dupkiem, który chciałby w życiu coś osiągnąć. Cokolwiek. Ale niestety jestem dupkiem. Tylko dupkiem. Popchnęłam dzisiaj kilka rzeczy i stwierdziłam, że ta sesja wcale nie będzie taka straszna. Wszystko da się zrobić. Szczypią mnie oczy. Pewnie od nadmiaru makijażu, którym nieustannie staram sie zatuszować swoje nieudacznictwo. Jestem tragiczna. Zakompleksiona. Ciągle się z kimś porównuje. I zawsze, w każdym zestawieniu wychodze poniżej zera. Mam ochote na ciepłą herbate. Jest jeszcze gorąca. Nie lubie jak świergotanie ptaków zagłusza mi odgłos szumiących na szofie samochodów. Życie jest piękne, dlatego tutaj nie pasuję. Słońce oświetla blok z przeciwka. Jestem bardzo zmęczona, ale nie chce mi sie spać. Lekko szumi mi w pustej głowie. Czasami chciałabym żeby mnie nie było. Albo żeby nikomu na mnie nie zależało. Wtedy byłoby łatwiej… odejść? W zasadzie bezsensowne jest podcinanie sobie żył z racji tego, że jest sie zerem. Dlatego absolutnie tego nie zrobie :) Może kiedyś nadarzy sie okazja żeby pokazać, że jestem kimś. Albo, że chociaż na troche mnie stać.
Zobaczymy.