gyrapha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

Upał makabryczny. Error też. Brak weny wkurwiający. Doskwiera mi tęsknota za moim własnym, prywatnym, ukochanym (I love you, babe) kompem. Mój photoblog potrzebuje aktualizacji, reaktywazji. Tak samo jak ja z resztą. Mam całe stado zdjęć, które aż sie rwie do ujrzenia światła dziennego.
Naszoklasizm mi wypadł okiem i uchem. Nie jestem zwolennikiem reklamowania swoich wdzięków na wszystkie strony na tego typu portalach, dlatego właśnie (co oburza wielu…ta) mój profil lekko się zminimalizował. O przebaczenie prosić będę w swoim czasie. Ale reklamować sie nie mam potrzeby, najmniejszej. Przynajmniej nie na naszej-klasie. Ludzka głupota nawet fajną stronke może zdeprecjonować do poziomu kiri. Wysiadam.
Wcale sie nie wyzłośliwiam.
A tak w ogóle to Dudkowi sie chyba koszmaty śnią, bo jakoś tak dzisiaj mi wygladał, niewyraźnie po przebudzeniu. what the hell is goin’ on żeby sie już nawet Psom koszmary śniły. Psy prosze zostawić w spokoju. Ludzie niech dostają po dupach po są generalnie głupkowaci. (od początku wiedziałam, że jestem Kosmitą! whoa.)
Jedna z moich zacnych i godnych myśli właśnie uciekła. Przez nos i wypadła oknem. Starzeje sie.
No to joł.

„I need a change
Not to immitate, but to irritate
All the ones who hate

I live in a cemetery
Full of good will and integrity
I have no specialty”

Potrzebuję zmiany
Nie po to aby naśladować, ale aby irytować
Wszystkich, których nienawidze

Żyję na cmentarzu
Pełnym dobrej woli i uczciwości
Nie mam żadnej specjalności

Tak, to ja.

Znowu nie mam weny, więc napisze coś z przymusu wewnętrznego. Bo tak. Wczoraj w godzinach nocnych zaczełam dostawać kompletnie do głowy. Ale, o hellelujah, zostałam wysłuchana. (Przez kogo?) I oto dzisiaj sprawy potoczyły się troche inaczej niż dotychczas. Bo najgorzej jest kiedy sie liczy na tych, na których sie liczyć (najwidoczniej) nie powinno. Albo być może najlepiej jest kiedy nagle wyrasta spod ziemi ktoś na kogo znowu można zacząć liczyć i zmienia się punkt widzenia i siedzenia. Od razu :). I tak właśnie sie zaczyna rewolucja, proszę Państwa. Bo ja to pewna nie jestem, czy wszyscy wiedzą jak sie rewolucja zaczyna, o.
Jakieś tam long ago myślałam, że te wakacje będą <łomatko> wspaniałe (x_x) i MOŻE jeszcze będą. Mają czas do października, jak nie, to wtedy pogadamy. Weny, jak już mówiłam, nie mam, więc nie będę się za dużo udzielać, bo mi znowu wyjdzie jakiś G N I O T :P
A na koniec morał dla wszystkich parafian: Jak umiesz liczyć to licz na siebie, a jak nie umiesz to won z powrotem do szkoły.
No to joł.

Znowu nie mam weny, więc napisze coś z przymusu wewnętrznego. Bo tak. Wczoraj w godzinach nocnych zaczełam dostawać kompletnie do głowy. Ale, o hellelujah, zostałam wysłuchana. (Przez kogo?) I oto dzisiaj sprawy potoczyły się troche inaczej niż dotychczas. Bo najgorzej jest kiedy sie liczy na tych, na których sie liczyć (najwidoczniej) nie powinno. Albo być może najlepiej jest kiedy nagle wyrasta spod ziemi ktoś na kogo znowu można zacząć liczyć i zmienia się punkt widzenia i siedzenia. Od razu. Momentalnie :). I tak właśnie sie zaczyna rewolucja, proszę Państwa. Bo ja tak nie wiem, czy wszyscy wiedzą jak sie rewolucja zaczyna, o. Jakieś tam long ago myślałam, że te wakacje będą za-je-bi-ste (jednym, ekhem, słowem)… i może jeszcze będą. Weny, jak już mówiłam, nie mam, więc nie będę się za dużo udzielać, bo mi znowu wyjdzie jakiś G N I O T :P
A na koniec morał dla wszystkich Wiernych: Jak umiesz liczyć to licz na siebie, a jak nie umiesz to won z powrotem do szkoły.
No to joł.

Raj odzyskany.


Zrekonstruowany raj
zdezelowanych wartości,
Śmieszny idealista
z marzeniami w papierowej torbie,
Zero zyskujące boskość
motywowane falą pustych oklasków,
Dziecięce lęki
zamknięte w rozsypanych wspomnieniach,
Naiwna teoria – zapomniana…
I brak drogi powrotnej.

***


Daleko.

Zamknęłam w swojej głowie myśli,
W ciele odizolowałam emocje,
Szczelnie.
Najszczelniej jak tylko umiem.
Zbudowałam sobie azyl z obojętności i nienawiści,
Schowałam się w nim,
Głęboko.
Najgłębiej jak tylko umiem.
Zapełniłam wszystkie luki swojej osobowości.
Znikłam gdzieś w sobie,
Daleko.
Najdalej jak tylko umiem.
Nauczyłam się być niewidzialna,
Dla ludzi i dla siebie.

***

Raj odzyskany.


Zrekonstruowany raj
zdezelowanych wartości,
Śmieszny idealista
z marzeniami w papierowej torbie,
Zero zyskujące boskość
motywowane falą pustych oklasków,
Dziecięce lęki
zamknięte w rozsypanych wspomnieniach,
Naiwna teoria – zapomniana…
I brak drogi powrotnej.

***


Daleko.

Zamknęłam w swojej głowie myśli,
W ciele odizolowałam emocje,
Szczelnie.
Najszczelniej jak tylko umiem.
Zbudowałam sobie azyl z obojętności i nienawiści,
Schowałam się w nim,
Głęboko.
Najgłębiej jak tylko umiem.
Zapełniłam wszystkie luki swojej osobowości.
Znikłam gdzieś w sobie,
Daleko.
Najdalej jak tylko umiem.
Nauczyłam się być niewidzialna,
Dla ludzi i dla siebie.

***

„to live in the summer sun
the streets are made of silver

the city of brotherly love
is full of pain and hurt

to resurrect my soul
the sun is always shinin’

there’s a better life for me…”

Gone To California – Pink

i chciałam jeszcze dodać, że serce to na szczęście tylko mięsień…
dobranoc.

„to live in the summer sun
the streets are made of silver

the city of brotherly love
is full of pain and hurt

to resurrect my soul
the sun is always shinin’

there’s a better life for me…”

Gone To California – Pink

I chciałam jeszcze zauważyć, że serce to na szczęście tylko mięsień…
dobranoc.

wróciłam.

uderzająca o płytki woda wydaje przyjemny dźwięk.
tak monotonny, że czas zwalnia aż w końcu się zatrzymuje.
jest ciepło. nie słychać nic innego oprócz tej nieprzerwanej monotonii.
podniosłam głowe. uwiąziona w chińskiej lampce mucha ma dziwny kształt.
taki spokojny, a zarazem rozpaczliwy. na pewno chciała się jeszcze wydostać.
przed śmiercią.
czy czasem nie jesteśmy podobni do uwięzionej w lampie muchy?
ja za to przypominam jaszczurke gubiącą skóre.
właściwie nie wiem czy jaszczurki gubią skóre.
wiem tylko, że mają wielkie oczy. najczęściej zielone.
wielu ludzi też ma takie. zielone.
zielone oczy, niebieskie, brązowe, czarne, czerwone.
od zmęczenia.
nie wiem jak długo już tutaj stoje. przecież czas jest powstrzymany.
moge tu być bardzo długo. i tak nic sie nie zmieni.
potrzebuję. ale nie. jaka byłaby to zadra.
plama na mojej niezmąconej obojętności.
więc zamykam oczy i moja twarz napotyka ciepły strumień.
przecież jest ok.
nie jestem rozpaczliwą muchą w chińskiej lampce.
jeszcze…


  • RSS