gyrapha blog

Twój nowy blog

źle jest. zimno. niedowartościowanie. łydka boli. nie tak jak powinno. czyli standardowo. tylko teraz tak cholernie przypadkowo. czy coś jeszcze w tym moim małym życiu ma sens? nie tak, nie tak, nie tak. kimś innym, innym, lepszym. Stać sie, zamienić. Nie być sobą i być zarazem. Bez schizofrenii. Ze schizofrenią, bo ją lubie, bo ją kocham, bo jest ze mną. Ona jedna. tak jak i smierć. tam czy tutaj. kiedyś sie spotkamy. kiedyś razem, czy teraz. spojrzeć sobie w oczy z jakąś taką szczerością. dziwną, ładną, naturalną. bez tej sztuczności, którą ty umiesz pokazać, którą ty umiesz. co ty jeszcze umiesz? a ja jestem tutaj, na krawężniku, zimnym, betonowym, bo nie umiem wchodzić w dupe, bo nie umiem być z plastiku. wyrób czekoladopodobny. boli. rozpływa sie na słońcu. bez schizofrenii, ze schizofrenią.

Siedze w pokoju i czekam aż zagrzeje się woda na herbate. Myśle, że fajnie byłoby zobaczyć wschód słońca, ale okna mam od zachodu. Nie ma sensu się już kłaść, lepiej przeczekać te kilka godzin i wyjść z domu. W pokoju mam niewyobrażalny bałagan. Sama nie umiem siebie znaleźć. Tramwaje już wstały. Słysze. Już wpół do szóstej. Nieźle. Woda sie zagotowała. Zrobilam dzisiaj dość dużo rzeczy. Jak na mnie – bardzo dużo. Przed chwilą skończyłam collage – kolekcja butów. Podoba mi sie bo w przeciwieństwie do innych moich prac jest staranny i wykończony. Włożyłam w niego troche pracy, ale pewnie rano okaże sie, że jest do dupy. To nic, przynajmniej teraz połudze sie do 9, że jest całkiem ładny. Zalałam sobie herbate. Zastanawiam się czasami jak można mieć 20 lat i nie zrobić w życiu nic. Mam 20 lat i nie mam sie czym pochwalić. Chyba jedynie tym, że umiem wygiąć lewą rękę w drugą stronę. Zabawne? Na wszystko większość jestem za leniwa, na część nie mam predyspozycji, na reszte jestem za głupia. I chociaż moja Mama wierzy, że jestem wybitnie uzdolniona i zupełnie wyjątkowa, fakty są jakie są. Która Mama nie myśli tak o swoim dziecku? Która Mama będzie chciala uwierzyć w to, że Jej córka to kompletny chłam. Myśląc sobie przez te kilka dni na różne tematy doszłam do wniosku, że nie potrafie kompletnie nic. Kompletnie niczego się nigdy nie nauczyłam, w niczym nie doszłam do perfekcji. Ba, nawet do wprawy. Pewnie z winy mojego lenistwa, bądź idiotycznych wahań psychicznych. Pewnie dla większości ludzi jestem wyluzowanym dupkiem bez ambicji. Nie. Jestem zrozpaczonym dupkiem, który chciałby w życiu coś osiągnąć. Cokolwiek. Ale niestety jestem dupkiem. Tylko dupkiem. Popchnęłam dzisiaj kilka rzeczy i stwierdziłam, że ta sesja wcale nie będzie taka straszna. Wszystko da się zrobić. Szczypią mnie oczy. Pewnie od nadmiaru makijażu, którym nieustannie staram sie zatuszować swoje nieudacznictwo. Jestem tragiczna. Zakompleksiona. Ciągle się z kimś porównuje. I zawsze, w każdym zestawieniu wychodze poniżej zera. Mam ochote na ciepłą herbate. Jest jeszcze gorąca. Nie lubie jak świergotanie ptaków zagłusza mi odgłos szumiących na szofie samochodów. Życie jest piękne, dlatego tutaj nie pasuję. Słońce oświetla blok z przeciwka. Jestem bardzo zmęczona, ale nie chce mi sie spać. Lekko szumi mi w pustej głowie. Czasami chciałabym żeby mnie nie było. Albo żeby nikomu na mnie nie zależało. Wtedy byłoby łatwiej… odejść? W zasadzie bezsensowne jest podcinanie sobie żył z racji tego, że jest sie zerem. Dlatego absolutnie tego nie zrobie :) Może kiedyś nadarzy sie okazja żeby pokazać, że jestem kimś. Albo, że chociaż na troche mnie stać.
Zobaczymy.

Umiejętność znikania jest niezbędne do przetrwania w moim świecie.
Doszłam do tego wniosku niedawno, kiedy zdałam sobie sprawe, że lubie umieć znikać.

Na świecie jest tylu ludzi.
Dlaczego wszyscy są lepsi ode mnie?

Jestem.
Kilka osób liczy, że jeszcze trochę tutaj „pobędę”.

Gówno.
Mój równoprzydatny kolega.
Oboje lubimy czasem pośmierdzieć.

Siedze na łóżku i żuje gume arbuzową. Jej twardość wskazuje na to, że guma jest przeterminowana. To nic, bo i tak guma arbuzowa to najlepsza guma. Date przydatnościowo-egzystencjalną gumie podarujmy.
Siedze na łóżku i sie garbie. Będą mnie najprawdopodobniej bolały plecy. Wyszczerzą mi sie łopatki. Zagłada kręgosłupowa.
Siedze na łóżku, na moich kolanach siedzi laptop. Mój komputer najwyraźniej jest tak chorobliwie zazdrosny, że postanowił w akcie desperacji już nigdy nie nawiązać ze mną żadnej komunikacji. To przykre, bo mój związek z komputerem był jednym z najpiękniejszych związków jakie można sobie tylko wyobrazić. Łączyła nas niesamowita więź emocjonalna. Niestety, mój stary partner będzie musiał przejść ostre leczenie. Czuje sie za to po części odpowiedzialna ponieważ widząc początki jego choroby nie powinnam pozwalać sobie na przelotne romanse z laptopami ani ich właścicielami tym bardziej! Cicho! :P
Siedze na łóżku i pierdoły wypisuje o godzinie 2:24. Coś czuje, że nie będzie mi sie chciało jutro wstać.
Siedze na łóżku i stwierdzam iż niepostrzeżenie upodobniłam się do swojego nieocenionego idola Gracjana R. fryzurologicznie. No cóż. Widać Anthony K. moim idolem już nie jest? O Riverze ś.p. P. nie wspominając.
Siedze na łożku i stwierdzam druzgocący fakt iż guma arbuzowa jest superwypasiona, ale mogłaby nie być taka stara i twarda.
Siedze na łóżku i przyznaje, że jedzenie czekoladowego serka plastikową łyżeczką (zieloną!) sprawia mi niemałą radość. Powinni mnie zatrudnić do reklamy Bakusia. Moje niespełnione ambicje supermodelki zrealizowałyby sie raz a dobrze. To był oczywiście dość mało smieszny żart. Że niespełnione. Jakie niespełnione. A kto biega po plastikowej trawie w Galerii Lódzkiej w godzinach ranno-wieczorno-popołudniowych przyodziany w różnego rodzaju kreacje kartonowe, bądź płaszczowe, z kwiatem. Kuba. Też. Ale nie tylko. I cicho.
Siedze na łóżku. Ide spać.
…a na nogach sandały żeby mnie wszystkie moje fany kochały =P
I tak mie kohajom.
Pozdro 600.

lol I

- *** *** ********** *** ***
- ** ****
- *** *** ** *******

lol II

„Nie, nie! To naprawdę boli! Tu jest…”

:)

Zamknęłam w swojej głowie myśli.
W ciele odizolowałam emocje.
Szczelnie.
Najszczelniej jak tylko umiem.
Zbudowałam kopułę z obojętności i spostrzeżeń.
Schowałam się w niej.
Głęboko.
Najgłębiej jak tylko umiem.
Zapełniłam wszystkie szczeliny swojej osobowości
Znikłam gdzieś w sobie.
Daleko.
Najdalej jak tylko umiem.
Nauczyłam się być niewidzialna.
Dla ludzi i dla siebie.

In memory of River Phoenix.

Przyjmijmy sytuacje banalną, tragiczną, wyimaginowaną.
Stańmy na pokładzie tonącego statku.
Statek tonął będzie długo, męcząco,
nikt nie wie kiedy ostatecznie uderzy o dno,
chociaż jest bliżej i bliżej.
Przyjmijmy, że na statku jednym z pasażerów jest młody chłopak.
Zdrowy, utalentowany idealista.
Dlaczego stoi zanurzony po pas we wodzie?
Dlaczego nikt nie rzuci mu koła ratunkowego?
Nieśmiało, sam, wyciąga do niego ręce, ale nie sięga,
ani za pierwszym, ani za drugim razem, więc
Ugina się w kolanach i zanurza do lodowatej wody.
Wynurza sie od niechcenia, ale za każdym razem jest coraz słabszy.
Poziom wody podnosi się.
Chłopak staje na palcach żeby ostatni raz zaczerpnąć powietrza.
Lodowata fala popycha go lekko i jak rozpaczliwy manekin,
znika pod wodą.
Nie widać już żadnego ruchu, tak jakby od razu sie utopił…

Kiedy stracisz wiare w ludzi,
możesz pomyśleć o aniołach.
Kiedy stracisz wiare w przyjaźń,
możesz rozmawiać ze sobą.
Kiedy stracisz wiare w swoje miejsce,
możesz zamknąć sie w swojej głowie.
Kiedy stracisz wiare w miłość,
możesz udawać obojętność.
Kiedy stracisz wiare w siebie,
możesz podążać za innymi,
ale nie musisz tracić wiary.

Lubie czekoladowe cukierki lodowe z herbatą gorzką.
Albo.
Herbate gorzką z czekoladowymi cukierkami lodowymi.

Swoimi marzeniami wytarłam rozlaną kawe.
na dziecinne nadzieje strąciłam papierosowy popiół.
Wilgotne oczy zakleiłam szarym plastrem.
Nierealne plany wsadziłam do tylnej kieszeni dżinsów.
We wspomnienia wytarłam buty.
Uporządkowałam swoje życie.
Dorosłam.
 


  • RSS